Start arrow Aktualności arrow Najnowsze arrow O WSZECHWŁADZY
        IMPOTENCJI!
 
Wietcisa w Hornikach - III.jpg
Gościmy
Aktualnie jest 10 gości online
Sekcje
Imieniny
18 Grudnia 2017
Poniedziałek
Imieniny obchodzą:
Bogusław, Gracjan,
Gracjana, Laurencja,
Wilibald, Wszemir
Do końca roku zostało 14 dni.
Plikownia
CategoryDownloads(8)

O WSZECHWŁADZY
        IMPOTENCJI!
Drukuj E-mail
Napisał Wiesław Kasprzak   
środa, 28 marzec 2007

Wszystkie rządy na świecie chcą, by ich obywatele byli zadowoleni: aby dany ***land rósł w siłę a ludziom się żyło dostatniej. (Zbyt późno urodzonym przypominam, że takie hasło miał Poland w czasach tzw. „socjalizmu”, ale można tu wstawić nazwę dowolnego innego landu na świecie.) Jaki to ma związek z tytułem tego felietonu? Już wyjaśniam: z medycznego punktu widzenia, jeśli ktoś chce a nie może, to to się nazywa właśnie impotencją!

Marian "Ball"  Image

Użyłem sformułowania „tzw. socjalizm”, gdyż prawdziwy socjalizm był wówczas (i jest nadal) tylko w Szwecji oraz innych krajach skandynawskich – i też nie bez wad... Nie wiedziałem o nich, gdy w roku 1983 zostałem przyjęty na pewnej gdańskiej uczelni do mojej pierwszej pracy i w związku z tym miałem podpisać tekst ślubowania, które każdy nowoprzyjmowany asystent musiał złożyć. Było tam coś o popieraniu ustroju i wartości socjalistycznych – taka epoka... Dziś już nie pamiętam szczegółów tamtego tekstu, ale mruknąłem głośno, że ustrój Szwecji bardzo mi się podoba... i podpisałem! Spotkało się to z powszechnym zrozumieniem zgromadzonych pracowników instytutu.

Kto tu okazał się mało potentny: ja, że nie uczyniłem stosownej demonstracji politycznej, w wyniku czego po 1989 roku byłbym jakimś ministrem albo przynajmniej wojewodą (gdyż Tuska Donalda w owych czasach znałem osobiście), czy też impotentny okazał się (pseudo)komunistyczny reżim, który zadowalał się czczymi deklaracjami – ani przez chwilę nie usiłując nam wmówić, że chce czegoś więcej, niż spokojnego konsumowania owoców władzy? Oczywiście, to nie był ten sam „socjalizm”, który obowiązywał w czasach stalinowskich, ale plucie na „bolszewicki reżim” z czasów gierkowskich, kiedy to plujący (i teraz, i wówczas) pisali i skutecznie bronili swoje doktoraty – jest doprawdy płodem nazbyt chorej wyobraźni. Niestety, to tacy - w dużej części - ludzie do koryta doszli w wyniku polskiej „aksamitnej rewolucji”!

Niektórzy, jak osławiony Stefan Niesiołowski, jednak tak dalece znormalnieli, że stała się dla mnie rzecz niesłychana. Oto mieszkając jeszcze w Polsku, a konkretnie w Gdańsku (nie wierzcie, iż to niemieckie miasto!), uczęszczałem co miesiąc na spotkania „Salonu Polityki” w sopockim ratuszu, prowadzone przez redaktora Daniela Passenta z „Polityki” właśnie. (Może mnie jeszcze pamięta, bo czasem parę słów ze sobą zamieniliśmy.) Bohaterem jednego z takich „salonów” był senator Stefan Niesiołowski. Mówił rzeczy, z których nie podobna było ustalić jego związków z osobą o tym samym imieniu i nazwisku sprzed 10 lat. Ponieważ, jak zwykle, brałem aktywny udział w dyskusji, pan senator mnie zapamiętał i potem, poza salą obrad rady miejskiej przy lampce wina zgadał się ze mną (sam podszedł) a ja uczyniłem coś, czego te 10 lat wcześniej nigdy bym nie uczynił, mianowicie uścisnąłem jego wyciągniętą rękę!!!

Dlaczego o tym wspominam? Bo z tego, co w czasie „salonu” powiedział, a zwłaszcza z tego, czego nie powiedział, dało się w końcu zrozumieć, czemu on tak zoologiczną niemal nienawiścią wcześniej pałał do „komunizmu” oraz... pedalstwa! Był po prostu więźniem politycznym: jako młody, wystraszony chłopak trafił do celi (uprzednio porządnie spałowany!) i - nie wiem dokładnie, czy jego osobiście to spotkało – jednak naoglądał się scen gwałtów między więźniami i podświadomie przeniósł to na homoseksualizm jako taki... Trudno nie zrozumieć tego mechanizmu psychologicznego, tym większa zasługa Stefana Niesiołowskiego, że jednak z tego dołka wyszedł, acz swoich uprzedzeń tak do końca nie pozbędzie się chyba nigdy...

Inni, byli towarzysze „Niesioła” z nieco zapomnianej już (bo nieistniejącej) partii o nazwie Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, też nie dają za wygraną i w polityce ciągle mieszają – tyle, że na stary sposób. Oto z mroków niepamięci co jakiś czas wyłania się niejaki Marian Piłka, który pieprzy to, co zwykł był pieprzyć. I tu tkwi sedno sprawy: pieprzyć bowiem należy ludzi (np. kobiety) a od biedy także zwierzęta (tu ukłony w stronę góralszczyzny i wypasów owiec na redyku) – w żadnym wypadku jednak nie należy pieprzyć głupot!!!

Niestety, wzorem „giertychtalczyków” pan poseł – będąc już w wieku mocno średnim – uznał, że pornografia jest be... Czemuż za niegodne nie uznał na ten przykład kurestwa politycznego, kiedy to zdyskredytowana przez wyborców partia usiłuje się przy następnej okazji wcisnąć do parlamentu pod szyldem Wyborczej Akcji Katolickiej (czy też Komitetu „Ojczyzna” – czy jakoś tak)? A mowa właśnie o partii przez „Ch” pisanej – jak swego czasu Urban ZChN nazwał.

Gdzie godność wyrzuconego drzwiami, jeżeli przez okno i za cudzymi plecami skrycie wpieprza się z powrotem tam, gdzie go nie chcą?! A przecież jedna z definicji pornografii głosi, że „narusza ona godność kobiety”. Toż to dyskryminacja: kobieta nie może wystawić na pokaz swoich wdzięków (cielesnych) w celu naruszenia jej godności, zaś polityk może wystawiać swe wdzięki (polityczne) bez względu na utratę godności???!!! Powyżej wspomniana definicja pornografii, jako naruszania godności kobiety, nie obejmuje jednak napieprzania jej przez męża – typowego Polaka-katolika – za to, że „zupa była za słona”...

A i polskie ciotectwo niech się tak nie cieszy: pornografia pedalska podpada pod ten sam paragraf! Raz, że cioty to też kobiety (tego wątku – jako oczywistego dla wszystkich – nie będę rozwijał), a dwa, że nie ma wątpliwości, iż na obrazku jest kobieta – bo to ta, co akurat dupy daje...

Na czym, w końcu, polega impotencja polityków? Na tym, że gdy nie umieją rozwiązywać rzeczywistych problemów – wymyślają igrzyska. Zwane też problemami zastępczymi. A czynią tak, gdyż myślą, że przynajmniej te problemy będą w stanie rozwiązać, czym udowodnią swą skuteczność, inaczej mowiąc: potencję! I tu się właśnie mylą: impotent psychiczny jest w stanie tylko coś spieprzyć, ale nigdy naprawić... Oczywiście, że na definicji pornografii połamią zęby – jak wszyscy na świecie, którzy próbowali się z tym zagadnieniem zmierzyć – a tymczasem porządna definicja tejże będzie w ustawie konieczna, gdyż – choć wiem, że trudno w to uwierzyć – Polska jednak stara się być państwem prawa.

Nie pomoże definicja osobiście wymyślona przez posła „Jajo” (po angielsku „ball”, co czasem też tlumaczy się na „kula” albo „piłka”), że pornografia to „wszystko, co nas podnieca”. Wówczas bowiem należałoby politykom zakazać jakiegokolwiek związku z pieniędzmi. Przy sporej dozie konsekwencji miałoby to jednak także pewne zalety: gdyby nie dostali tego, co ich najbardziej podnieca i po co siedzą w polityce, to wreszcie moglibyśmy się ich wszystkich w jasną cholerę pozbyć!

CZEGO Z CAŁEJ DUSZY ŻYCZY LUDZIOM DOBREJ WOLI NA ZIEMSKIM „BALLU”
Wiesław Kasprzak

Ostatnia aktualizacja ( sobota, 27 październik 2007 )
< Poprzedni
Administrator
Kontakty
Ściągnij/Dodaj coś
MamboServer
Album
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
SKYCHAT
My status
Copyright 2000 - 2005 Miro International Pty Ltd. All rights reserved.
Mambo is Free Software released under the GNU/GPL License.